piątek, 8 lipca 2011

Bakszysz - zło konieczne

Egipt żyje z turystyki ... lub lepiej by rzec: z turystów. Poza tradycyjnymi metodami osuszania portfeli z pieniędzy takimi jak sprzedaż pamiątek, wynajem hoteli czy wyżywienie Egipcjanie mają także jedną "tradycyjną" metodę, która niejednemu odwiedzającemu Egipt zepsuła całą wycieczkę. Mowa tu o bakszyszu, czyli w tak zawoalowany sposób określanej jałmużnie.
Turystę nietrudno jest dostrzec w tłumie autochtonów i tak jak nocą komary tak w dzień taki turysta przyciąga do siebie stada pijawek "uczynnych" Egipcjan. Ci to zaoferują wszelką pomoc, nawet najdrobniejszą: zaprowadzą do taksówki, wskażą drogę do zabytku, pogłaszczą po głowie ... wszystko za symboliczną obligatoryjną opłatą, ustaloną oddolnie przez Życzliwego - to właśnie bakszysz.
Nie ma od tego ucieczki. Przed podróżą najlepiej zarezerwować w swoich funduszach jakąś część, którą przeznaczymy na tego rodzaju opłaty. Jasne, można być asertywnym ale wtedy trzeba się liczyć z dość agresywnym zachowaniem a to już na pewno popsuje nam urlop. Najlepiej przyjąć to za zło konieczne, wyłuskać parę groszy i dla świętego spokoju przyjąć, że staliśmy się częścią tradycji

wtorek, 5 lipca 2011

Rejs po Nilu

Niewiele pamiętam ze szkoły ale jeden tekst utkwił mi w pamięci: "Egipt jest darem Nilu" (Powiedział to chyba ktoś sławny). Trudno się nie zgodzić. Gdyby nie ta rzeka to nie byłoby tam nic poza piaskiem. Podobno nadal Egipt jest bardzo zależny od Nilu ale dla Europejczyka najważniejsze jest jedno: Tak długą rzeką można sobie popłynąć w rejs.
Rejs po Nilu
Rejs po Nilu
Duże stateczki, mniejsze stateczki, malutkie stateczki. Może nie wszystkie oferują komfort ale na każdym można wypocząć delektując się mijanymi widokami. Szklaneczka czegoś procentowego, coś do pochrupania, książka na te fragmenty rejsu, gdzie widać ... palmy, palmy, palmy ... o, mango! Żyć nie umierać. Doskonała odskocznia od pracy za biurkiem.

Oczywiście nikt nie każe cały czas siedzieć na promie. Brzeg rzeki usiany jest wszelkiego rodzaju ciekawostkami, zabytkami i innymi duperelami a oferta prawie każdego organizatora zawiera zsiadanie na brzeg i zwiedzanie lub odpoczynek (odpoczynek po byczeniu się na leżaku?!).

Jedynie czego mi brakuje w takich wywczasach to wędka. Podobno w Nilu żyją prawdziwe potwory i złowienie takiego byłoby czymś, czym mógłbym się pochwalić przed kolegami, których NAPRAWDĘ kręci moczenie kija.