Egipt żyje z turystyki ... lub lepiej by rzec: z turystów. Poza tradycyjnymi metodami osuszania portfeli z pieniędzy takimi jak sprzedaż pamiątek, wynajem hoteli czy wyżywienie Egipcjanie mają także jedną "tradycyjną" metodę, która niejednemu odwiedzającemu Egipt zepsuła całą wycieczkę. Mowa tu o
bakszyszu, czyli w tak zawoalowany sposób określanej jałmużnie.
Turystę nietrudno jest dostrzec w tłumie autochtonów i tak jak nocą komary tak w dzień taki turysta przyciąga do siebie stada
pijawek "uczynnych" Egipcjan. Ci to zaoferują wszelką pomoc, nawet najdrobniejszą: zaprowadzą do taksówki, wskażą drogę do zabytku, pogłaszczą po głowie ... wszystko za symboliczną obligatoryjną opłatą, ustaloną oddolnie przez Życzliwego - to właśnie bakszysz.
Nie ma od tego ucieczki. Przed podróżą najlepiej zarezerwować w swoich funduszach jakąś część, którą przeznaczymy na tego rodzaju opłaty. Jasne, można być asertywnym ale wtedy trzeba się liczyć z dość agresywnym zachowaniem a to już na pewno popsuje nam urlop. Najlepiej przyjąć to za zło konieczne, wyłuskać parę groszy i dla świętego spokoju przyjąć, że staliśmy się częścią tradycji